Z ciemności w światło – system karny w Tybecie

Z ciemności w światło – system karny w Tybecie

system karny w Tybecie - wyprawydoazji.pl

System karny w Tybecie od czasów panowania Cesarstwa Chińskiego do niepodległości

1 listopada 1728 r., na łące na brzegach kanału Bamari, na południowy zachód od Potali, siedemnastu Tybetańczyków zostało uśmierconych przez katów mandżurskiego korpusu ekspedycyjnego. Trzynastu ścięto głowy, a dwóch inkarnowanych lamów uduszono. Prominentni więźniowie – dwóch ministrów Kashagu (tybetańskiego rządu – przyp. tłum.) – Ngabo i Lumpa, zostali uśmierceni według chińskiego rytuału znanego jako língchí, tłumaczonego zazwyczaj jako „powolna śmierć” albo „śmierć tysiąca cięć”, podczas którego skazanemu przez długi okres czasu metodycznie odcinano nożem niewielkie fragmenty ciała, co mogło trwać nawet cały dzień – dopóki w końcu nie umarł. Termin língchí wywodzi się od klasycznego opisu spokojnego spaceru w górach.
Wg historyka Luciano Petecha, mieszkańcy Lhasy, którzy zostali zmuszeni do oglądania tego przerażającego wydarzenia doznali, tak jak to zaplanowano, głębokiego urazu.[1] By dopełnić tą lekcję prawnego terroru stracono także wszystkich krewnych skazańców, wliczając w to dzieci. Jeden z tybetańskich naocznych świadków, urzędnik i uczony – Dokar Tsering Wangyal, napisał pięć lat później, że pomimo upływu czasu wciąż był w ponurym nastroju i głębokim szoku, przypominając sobie tamte wydarzenia. Tybetański minister Phala był również głęboko zrozpaczony widowiskiem i przez następne dni składał ofiary i palił maślane lampki w wielu świątyniach Lhasy w intencji zabitych. W rzeczywistości straceni ministrowie byli jego przeciwnikami w wojnie domowej, która dostarczyła casus belli dla korpusu ekspedycyjnego do wkroczenia do Tybetu i stworzenia przyczółka dla cesarskiego protektoratu w Tybecie.
Ta forma egzekucji była stosowana była w Chinach od około 900 r. do czasu jego formalnego zniesienia w 1905. Ale w ostatnim artykule wydanym przez Harvard University Press na temat língchí, autorzy wspominają o stosowaniu jej we wschodnim Tybecie jeszcze w 1910 r., przez rządy Zhao Erfenga. Khampowie twierdzili, że chińscy żołnierze „zadawali powolną śmierć przez odkrawanie małych kawałków ciała aż doszli do serca, co kładło kres życiu”. Autorzy sugerują, że działanie to „mogło być usprawiedliwione nagłą sytuacją wojskową”.[2]

Narzędzia tortur

Tybetańska poetka i blogerka extraordinaire – Woeser, w opublikowanym niedawno wywiadzie, w którym obala oficjalną chińską propagandę o „barbarzyńskim feudalnym poddaństwie” (którego „dowód” niezmiennie stanowią wystawy narzędzi tortur rzekomo używanych w Tybecie takich jak klatki, kajdany, dyby, kamienie i noże używane do wyłupiania oczu) twierdzi, że “instrumenty do najbrutalniejszych tortur przywożone były do Tybetu z głębi lądu przez cesarskich wysłanników z Dynastji Qing.”[3]
090519010909GF
Najbardziej znanym chińskim wkładem w tej dziedzinie był mu jia, który w europejskich publikacjach o Chinach określa się jako kanga. Było to urządzenie podobne do dybów, ale deska nie była przymocowana do podstawy i więzień nosił ją na sobie. W Tybecie było znane jako gya-go lub „chińskie drzwi” i było używane powszechnie przez mandżurski rząd. Kanganie tylko skutecznie ograniczała z powodu swojej wagi, ale była najboleśniejszą formą kary. Tradycyjna tybetańską metodą trzymania w ryzach więźniów było krępowanie nóg żelaznymi kajdanami (kang-chak). Amerykański uczony William Rockhill zauważył, że „chińska kara kangi została zaadoptowana w Tybecie, przestępcy noszący ją skuwani byli również łańcuchem. Kanga nazywana jest po tybetańsku tse-go.”[4] Termin ten pochodzi najprawdopodobniej z Khamu.0905190108360R
Inną formą tortur i karania, sprowadzoną do Tybetu przez Chińczyków było miażdżenie palców specjalnym narzędziem. Instrument ten prezentowany był w tym roku na wystawie w Pekinie zorganizowanej w 50. Rocznicę Demokratycznych Reform w Tybecie, wraz z innymi narzędziami tortur i zdjęciami dowodzącymi „barbarzyństwa w dawnym Tybecie”.
090519010752RP
Ale w rzeczywistości to tybetańskie narzędzie tortur nie posiada nawet tybetańskiej nazwy, podczas gdy często spotykamy je w asortymencie tego typu przedmiotów pochodzących z dynastii Ming.[4]

Inne kary

Stracenie przez ścięcie głowy (shatou), było typową karą dla tych, którzy przeciwstawiali się Chińczykom w Tybecie. Stało się ono szczególnie szeroko rozpowszechnione około 1910 r., kiedy to Dalajlama XIII uciekł do Indii i wybuchły liczne protesty i bunty przeciwko cesarskim rządom. Stary mnich, który twierdził, że był świadkiem egzekucji, mającej miejsce na chińskim placu defilad (jiaochang) w Shigatse, opowiadał, że skazany Tybetańczyk musiał klęczeć na ziemi, podczas gdy mandżurski żołnierz ciągnął go za włosy tak, że jego szyja została wygięta i przygotowana na cios wielkim katowskim mieczem (dadao). [5]

 Wydarzenia 1728 r. doprowadziły do utworzenia urzędu ambana – przedstawiciela Cesarza w Lhasie. Pierwsi dwaj ambanowie – Seng Ta-zing i Me Ta-zing (wymieniają ich tybetańskie zapisy) przeprowadzili gruntowną reorganizację wojska i zarządzania w Tybecie, a także wprowadzili chiński system kar, używanych równocześnie z tradycyjnymi tybetańskimi. Ale chińskie kary były najwyraźniej skuteczniejsze w podporządkowywaniu sobie Tybetańczyków. Petech, w swojej historii XVIII-wiecznego Tybetu dowodzi, że imperialna siła w Tybecie opierała się między innymi „na przerażeniu zaszczepionym w sercach tybetańskiej arystokracji przez krwawe represje 1728 r.”[6]

Tybet doświadczył największej fali chińskiego despotyzmu i terroru nie tylko podczas panowania Mandżurów, ale głownie w okresie Republiki i później w czasie rządów Generałów. Eric Teichman angielski dyplomata, który prowadził negocjacje między Tybetańczykami a chińskim wojskiem w Khamie w 1918 r., cytując europejskiego misjonarza, pisze, że „Nie ma żadnej metody tortur, której nie praktykowano by na Tybetańczykach – krojenie, obdzieranie ze skóry, gotowanie, rozrywanie, itd.”.[7]

090519010657OC

Wertując stary numer magazynu National Geographic (wydanie z września 1921) o życiu we wschodnim Tybecie, zobaczyłem zdjęcie olbrzymiego kotła używanego w klasztorach do przygotowywania herbaty dla mnichów. Podpis głosił: „ kocioł, używany przez Chińczyków do gotowania Tybetańczyków.„[8] Artykuł Sheltona nie dostarczył więcej informacji ale natrafiłem się na szczegółową relację zatytułowaną “Gotując Tybetańczyków„ w książce Sheltona Pioneering In Tibet. Autor natknął się na taki makabryczny kocioł w regionie Drayak. Chiński pułkownik, dowodzący miejscowym garnizonem pojmał czterdziestu pięciu albo pięćdziesięciu Tybetańczyków i chciał ich zastraszyć. Związał trzech z nich i postawił ich w kotle w zimnej wodzie i powoli podgrzewał. Po tym jak zostali ugotowani, rzucił ich ciała zwierzętom na pożarcie. W rzeczywistości Shelton widział „leżące na kamieniach zwłoki zjadane przez psa”. Inni zostali oblani olejem i spaleni żywcem. Jeszcze innym odcięto ręce i wysłano jako ostrzeżenie do miejscowości skąd pochodzili. Pozostałych przywiązano do jaków i rozdarto na strzępy.”[9]
Należy wyjaśnić, że starożytny tybetański zbiór praw, tradycyjnie przypisywany królowi Songtsenowi Gampie, zrewidowany przez pierwszą monarchę Phagmotruba a później przez piątego dalajlamę i Desi Sangye Gyatso, wymieniał wiele form kary śmierci – utopienie i zastrzelenie strzałami z łuku, za przestępstwa główne. Ale skoro mowa o dawnych czasach – w Londynie “zdrajcy„ byli wieszani, topieni i ćwiartowani, we Włoszech i Hiszpanii heretycy byli paleni na stosach przez Inkwizycję oraz przez Kalwina w Genewie, a w Massachussetts torturowano i wieszano ”czarownice„. Oczywiście, również w cesarskim Pekinie jeszcze na początku XX wieku, skazani na śmierć ginęli na skutek powolnego odkrajania fragmentów ciała.
Ostatni przypadek kary śmierci przez utopienie w Tybecie odnotowano w 1884 r. gdy tybetański parlament skazał na śmierć Sengchen Lamę za pomoc udzieloną brytyjskiemu uczonemu i agentowi Saratowi Chandrze Dasowi w dostaniu się do Tybetu. Kodeks zalecał inne pomniejsze kary jak amputacja prawej ręki i przecięcie ścięgna Achillesa dla recydywistów, ale później zostały one zarzucone.
Odcinanie rąk i amputacja stóp jest jednym z podstawowych zarzutów stawianych przez Chińczyków i ich zachodnich propagandystów wobec Dalajlamy i jego rządu. Oczywiście, nigdy nie mówi się o tym, że kary te zostały zniesione w Tybecie w 1913 r. – doniosły, ale do tej pory zazwyczaj przeoczany (zarówno przez Pekin jak i Dharamsalę) fakt historyczny, który omówimy szczegółowo dalej. Chińskie publikacje propagandowe, wystawy i filmy by dowieść swoich racji zazwyczaj pokazują zdjęcia odciętych kończyn, naczyń wykonanych z czaszek, ozdób z kości i trąbek z piszczeli. Czytelnicy pamiętają zapewne oskarżenia wysuwane w latach 70’ i 80’, że na rozkaz Dalajlamy zgładzono 108 dziewic a z ich kości zrobiono rytualne instrumenty.
Nie jest jasne, czy w czasie gdy Tybet był pod panowaniem Cesarstwa Chin wymierzanie tak okrutnych kar było oparte na tybetańskim kodeksie prawnym, czy też wprowadzili je Chińczycy. Odcinanie kończyn odpowiada chińskiej karze zwanej Pięć Cierpień (wutongku) wymyślonej przez Li Si, sławnego legalistę i ministra dynastii Qin, która polegała na odcięciu nosa, ręki i stopy. Ofiara następnie była kastrowana, a na końcu przecinana w pasie na pół. Jak na ironię sam Li Si został stracony właśnie taki sposób w 208 r. p.n.e.
Ale być może ważniejsze niż poszukiwanie miejsca pochodzenia kar, jest postawienie zasadniczego pytania pod czyimi rządami, tybetańskimi czy chińskimi, stosowano tak okrutne kary wobec Tybetańczyków. Pytanie jest znaczące tak, jak koronny “dowód„ chińskich roszczeń wobec Tybetu, jako ”niezbywalnej części Chin„ – fakt że Tybet był pod rządami mandżurskimi od 1700 do 1912 r.
Pekin i jego propagandyści na Zachodzie, podnosząc temat „okrucieństwa i barbarzyństwa” dawnego tybetańskiego rządu i społeczeństwa ograniczają się niezmiennie do cytowania Europejczyków, którzy podróżowali po Tybetu przed tym jak odzyskał on niepodległość w 1912 r. Preferowani pisarze to L.A. Waddell, Percival Landon, Edmund Candler i kapitan WFT – O’Conner, którzy nie tylko odwiedzali Tybet przed 1912, ale i brali udział w inwazji sił brytyjskich w 1904 r., i którzy starali się usprawiedliwić agresywną imperialistyczną rajzę do Tybetu demonizując w swoich publikacjach tybetańskie społeczeństwo i instytucje.
W oficjalnym oświadczeniu wydanym przez Pekin 2 marca 2009 r. podczas obchodów „50. Rocznicy Demokratycznych Reform w Tybecie„ zamieszczono część pt: „Dawny Tybet — feudalne społeczeństwo pod rządami teokracji”, w którym na wstępie znajduje się rozległy opis dawnego tybetańskiego społeczeństwa, autorstwa brytyjskiego dziennikarza Edmunda Candlera. Candlera dosłownie przedstawia się jako tego, który „odwiedził Tybet w 1904 r. i opisał szczegółowo dawne tybetańskie społeczeństwo”[10]; w rzeczywistości był on korespondentem wojennym dla Daily Mail i został „oddelegowany” z brytyjskim korpusem ekspedycyjnym. Ponadto podczas pierwszej potyczki w Guru został ranny od szabli tybetańskiego policjanta. Trudno jest go nazywać bezstronnym świadkiem, a dodatkowo czas jego pobytu w Tybecie nie był długi.
Tybetańczycy próbowali się buntować przeciwko władzy Mandżurów, ale bez względu na to jak stanowczy byli w polityce, nie mogli przeprowadzić żadnych zmian w administracji i systemie prawnym Tybetu nim nie usunęli z kraju Chińczyków. Chiński system ograniczający się do tortur i dekapitacji został zakończony wraz z poddaniem się chińskiego garnizonu w Lhasie i repatriacji wojski do Indii.

Wielki Trzynasty i zniesienie kary śmierci

Są dowody, że młody Dalajlama XIII i wielu z jego urzędników nie tylko pragnęli uwolnić się od chińskich rządów politycznych, ale także chcieli znieść chińskie prawa i kary w Tybecie. W grudniu 1893 r., toczyły się Tybetańskie Negocjacje Handlowe w Dardżylingu, pomiędzy Brytyjczykami a Chińczykami. Tybetańczycy celowo zostali wykluczeni z rozmów, ale kashag wysłał ministra Shatrę do Dardżylingu by wziął udział w rozmowach. Brytyjczycy uznali obecność Shatra za bezczelność i publicznie go upokorzyli, co opisuję w innym z esejów. L.A. Waddell był w Dardżylingu w tym czasie i często rozmawiał z Shatrą. W zamian Shatra poprosił Waddella by dostarczył mu streszczenie angielskich ”kodeksów prawa karnego, policyjnego i cywilnego”, które chciał wziąć ze sobą do Lhasy, by „… ulepszyć rząd”. Wadell zastosował się do tej prośby i dał mu tłumaczenia głównych założeń brytyjsko-indyjskiego systemu praw. Wg Waddella, Shatra był pod tak ogromnym wrażeniem praktyki niewymuszania zeznań na oskarżonym, że wykrzyknął: „dlaczego wzorujemy się na Chińczykach, torturując podsądnego tak długo, aż przyzna się do winy?!”.[11]
Pierwsza wyraźna oznaka oświeconych planów Dalajlamy w stosunku do przyszłości jego państwa pojawiła się zaraz po intronizacji w 1895 r. Ustępujący regent Demo Rinpoche po zrzeczeniu się władzy zaczął knuć ze swoimi braćmi – Norbu Tseringiem i Lobsangiem Dhondenem, by zamordować Dalajlamę. Spisek został odkryty, a Demo i jego bracia aresztowani. Oburzone Zgromadzenie Narodowe (tsongdu), domagało się kary śmierci ale Dalajlama odrzucił ich decyzję oznajmiając, że sprzeciwia się karze śmierci, jako niezgodnej z nauką buddyjską. Profesor Melvyn Goldstein powtarza pogłoskę, że Demo został potajemnie zamordowany w więzieniu. Istniej możliwość, że nadgorliwy urzędnik mógł zrobić coś w tym guście, ale nie ma na to dowodów… poza pogłoską. Sir Karol Bell, w biografii Wielkiego Trzynastego pisze, iż Dalajlama powiedział mu, że „… do czasu swojego wylotu do Indii, w żadnych okolicznościach nie zezwalał na orzekanie kary głównej”.[12]
Po powrocie z emigracji, w ósmy dzień czwartego miesiąca roku wodnego wołu (1913), Wielki Trzynasty w swojej deklaracji niepodległości, ogłosił zniesienie tego, co możemy obecnie określić jako „okrutne i wymyślne” kary (już wcześniej zakazał stosowania kary śmierci). Oświadczenie jest bardzo szczegółowe: „Ponadto, wykonywanie amputacji kończyn jako formy karania obywateli. Odtąd, takie srogie kary są zakazane.”[13] Kopie proklamacji zostały rozesłane po Tybecie, musiały być przechowywane w dobrym stanie w biurze każdego regionu.
Nawet w tak niedostępnym regionie Tybetu jak Zayul, Frank Kingdon-Ward, poszukiwacz nowych gatunków roślin, opisuje sprawę karną z 1937 r., w której sądzono za zamordowanie rządowego kuriera, sędzia nie miał władzy by orzec karę śmierci. Kingdon-Ward opisał to w zakończeniu „…tybetański rząd, przerwawszy barbarzyńską praktykę okaleczania przestępców, modną dwadzieścia pięć lat temu, jest ostrożny z orzekaniem kary śmierci.”[16]
William Montgomery McGovern, amerykański antropolog, który w przebraniu podróżował do Lhasy w 1922 r. (i który był prawdopodobnie pierwowzorem postaci Indiany Jonesa) nie tylko wspomina o położeniu kresu karze śmierci, lecz także przytacza rozważania Dalajlamy na temat niezgodności kary głównej z zasadami buddyzmu. Pisze on: „zgodnie z prawem za przestępstwa, wliczając w to morderstwo, sędziowie mogą jedynie skazać na chłostę albo banicję. Lhascy sędziowie twierdzą, że wyroki te nie są wystarczająco surowe by powstrzymać innych przestępców i wyrażają żal, że stary system został zniesiony.”[17]
Charles Bell również odnotował, że Nepal sprzeciwia się zniesieniu kary śmierci w Tybecie, gdyż w kilku przypadkach gdy na wokandzie znalazły się sprawy przeciw Tybetańczykom o zamordowanie Nepalczyków, zasądzono niższe wyroki. „Wysoki tybetański urzędnik” powiedział Bellowi, że. „nepalskie władze żądają byśmy, skazali tych Tybetańczyków na śmierć. Póki co, nie wyraziliśmy na to zgody”.[18]
Alan Winnington, lewicowy dziennikarz, pierwszy Europejczyk, któremu pozwolono na wjazd do Tybetu po jego „wyzwoleniu” przez komunistyczne Chiny, gdy obowiązywał nadal tradycyjny system praw, został poinformowany przez „głównego sędziego pokoju i burmistrza Lhasy” – Gorkara Mepona, że „od kilku ładnych lat nie zostały wydane w Tybecie żadne wyroki śmierci”. Winnington dopytywał się o „łagodniejsze kary” jak amputacja, ale otrzymał od Mepona odpowiedź, która go całkowicie zaskoczyła: „nie pamiętam takich rzeczy”. [19]
Pomimo mankamentów i sporadycznych błędów we wdrażaniu ustawy, należy opisać ją jako monumentalną i imponującą. Tybet był jednym z pierwszych krajów na świecie, który zniósł karę śmierci. Oczywiście proces ten trwa w USA i Wielkiej Brytanii, oraz krajach buddyjskich takich jak Sri Lanka, czy Tajlandia. W innych krajach buddyjskie sumienie zostaje uspokojone przez zastrzelenie skazanego zza zasłony. Japonia wciąż ma karę śmierci a Bhutan tylko zniósł ją w 2004 r.
Nawet te kilka przypadków gdy rewolucyjna zmiana prawa, zapoczątkowana przez Dalajlamę została pogwałcona albo naruszona, służy by wykazać pełnie poparcie Tybetańczyków dla ideałów Wielkiego Trzynastego. W 1924 r. gdy żołnierz zmarł podczas wymierzania kary, Tsarong, głównodowodzący tybetańskim wojskiem – człowiek, który osobiście uratował życie Dalajlamie, został zdegradowany i zwolniony ze służby wojskowej.
Nie tylko brak jest zapisów wyroków śmierci wydanych po 1913 r., ale znany jest jeden przypadek „okrutnej i niezwykłej” kary wymierzonej oficjalnie by pokazać jak głęboko nowe prawo wrosło w życie Tybetańczyków. Kilka lat po śmierci Dalajlamy XIII, urzędnik – Lungshar, dopuścił się brutalnego coup d’état. Zamach nie powiódł się i wielu członków rządu chciało zgładzić Lungshara, ale prawo stanęło im na drodze. Lungshar został skazany na łagodniejszą karę wyłupienia oczu. Cała operacja nastręczała jednak wiele problemów. Tego typu kary, tak dawno wyszły z użycia, że wg stosunkowo anty-tybetańskiego uczonego Melvina Goldsteina, trudno było znaleźć ludzi, którzy wykonywaliby tego typu wyroki, „że powiedziano rządowi, iż kara może być wymierzona tylko dla tego, że rodzice powiedzieli im, jak należy ją przeprowadzić”.
Poza tym przypadkiem brak jest danych na temat wymierzania kary „wyłupiania oczu” lub amputacji. Alan Winnington nie wymienia ich w swojej książce. Anna Louise Strong, czołowa prochińska propagandystka w Ameryce, która podróżowała po Tybecie, pomimo że opisuje ogromne ilości straszliwych historii, w obu swoich książkach zamieszcza tylko jedno zdjęcie oślepionego człowieka. [20] Nie jest ono podpisane, ale Strong utrzymuje, że pokazany na nim mężczyzna „został oślepiony przez buntowników za pomoc w naprawie autostrady ALW (Armii Ludowowyzwoleńczej – przyp. tłum.)”. Chiński propagandowy magazyn ilustrowany wydany w 1981r. również zamieszcza zdjęcie „pasterza oślepionego przez buntowników”.[21] Jak dotąd nie natknąłem się w chińskich materiałach propagandowych na jakiekolwiek wzmiankę o wyłupieniu oczu wskutek wyroku wydanego przez tybetański rząd. Również przypadek „oślepienia przez buntowników” musi być traktowany ostrożnie, jako że brak jest, poza zdjęciem, które mogło być zrobione w dowolnym miejscu, szczegółów dotyczących ofiar czy przestępstwa.
Co zawsze zadziwia w chińskiej propagandzie, dotyczącej potworności dawnego Tybetu to całkowity brak szczegółów. Nie tylko nie podaje się personaliów tak zwanych ofiar, ale co dziwniejsze i nazwisk sprawców – panowie feudalni albo miejscowi sędziowie pokoju są zawsze wymienieni. Chińczycy mają dostęp do wszystkich dawnych tybetańskich akt. O ile wiem, żaden tybetański arystokrata, urzędnik albo sędzia pokoju nie został oskarżony za wyłupienie komuś oczu lub amputację czyichś nóg lub rąk. Tysiące Tybetańczyków zostało straconych za zbrodnię kontrrewolucjonizmu lub „separatyzmu”, ale nie słyszałem ani nie czytałem o ani jednym tybetańskim arystokracie czy sędzi straconym za „okrutne i barbarzyńskie” tortury i przestępstwa opisywane przez chińską propagandę. Nawet narzędzia tortur z taką lubością prezentowane w muzeopodobnych aranżacjach nie są opisane miejscem pochodzenia. W podpisach nie ma żadnych wzmianek o osobach, sądach czy więzieniach od których przedmioty zostały nabyte, ani o czasie, w którym były używane.
Koniec końców, chińska propaganda na temat “ludożerczego sytemu niewolnictwa” sprowadza się do tych samych kilku fotografii narzędzi tortur (wiele z nich pochodzi z Chin), ludzkich kości długich i czasek, które z łatwością jak sądzę można kupić w sklepach z antykami i osobliwościami w Katmandu, Nowym Jorku, Delhi a obecnie nawet w Pekinie i Szanghaju.

Absurdy chińskiej propagandy

09051901095900Mimo iż nie wiąże się to bezpośrednio z tematem eseju muszę podnieść kwestię (i raz na zawsze rozprawić się z nią) najbardziej oburzającego oskarżenia, na jakie natrafiłem, a które pojawia się w niemal każdej chińskiej publikacji propagandowej. Chodzi mi o zdjęcie Tybetańczyka, niosącego innego mężczyznę na barana. Podpis głosi „noszenie urzędników na plecach – jedna z wielu obowiązkowych rent odrobkowych, wymaganych od chłopów pańszczyźnianych.”[22] Po pierwsze, sądząc po stroju, niesiony człowiek jest urzędnikiem. Po drugie, aparatczyk w Ministerstwie Prawdy w Pekinie, który to wymyślił nie zdawał sobie najwyraźniej sprawy, że Tybetańczycy są jeźdźcami a Tybet jest krainą koni. Wszyscy Tybetańczycy jeżdżą konno, wliczając w to kobiety, dzieci, starców i wysoce inkarnowanych lamów. Jedynie żebracy i pielgrzymi chodzili, w późniejszych czasach piesza wędrówka zwiększała zasługi podczas pielgrzymki. Nawet Dalajlama gdy podróżował, dosiadał konia lub czasami bezrogiego jaka (nalo). Miał także palankin (prezent od chińskiego Cesarza), którego używał jedynie podczas oficjalnych procesji w Lhasie. W Tybecie nie stosowano palankinów i lektyk. Przed 1912 rokiem ambanowie, podobnie jak chińscy urzędnicy w Tybecie i Khamie, podróżowali w palankinach zwanychguanjiao.

Niektórzy uczeni przypisują niezwykły wojskowy sukces we Wschodnim Tybecie faktowi, iż Zhao Erfeng w przeciwieństwie do innych chińskich mandarynów, którzy przywiązani byli do swoich palankinów i fajek z opium, był nieustępliwym dowódcą i dzielił ze swoimi żołnierzami trudy wojaczki. Eric Teichman pisze o Zhao, że „w przeciwieństwie do nieco zniewieściałych i kochających wygody Syczuańczyków, nie używał lektyki i podróżował po Wschodnim Tybecie konno.”[23]
Było to godne podziwu, ponieważ wśród Tybetańczyków, każdy – najwyżsi lamowie, arystokraci, staruszki, damy, a nawet gubernator generalny Wschodniego Tybetu, podróżowali konno lub pieszo.
Jak widać, zwyczaj wykorzystywania ludzi do noszenia innych jest chiński a nie tybetański. Tradycyjny transport w Chinach odbywał się w dużej mierze za sprawą lektyk, palankinów i riksz, ciągnionych lub niesionych przez ubogich chińskich kulisów. Sławna powieść Lao She – „Riksza” (Lo Tuo Xiang Zi) dostarcza dramatycznej relacji żałosnego życia jednego z tych nękanych gruźlicą, palących opium zwierząt pociągowych. Pod komunistycznymi rządami, mój kuzyn z Lhasy został wyznaczony do ciągnięcia wózka (therka). Przez dwadzieścia lat ciągnął materiały budowlane, produkty rolne i ludzi po świętym mieście o czym świadczą stwardnienia na jego rękach.
Jeśli przeczytamy relacje osób podróżujących po Tybecie napisane pomiędzy 1913 r. i czasem komunistycznej inwazji, bez względu na to czy zostały napisane przez Europejczyków czy Chińczyków, nie znajdziemy opisów okrutnych kar, które znamy z wcześniejszych publikacji. Heinrich Harrer, który przeczytał najbardziej negatywne relacje pierwszych angielskich podróżników pisze: „Nigdy nie widzieliśmy żadnych kar, tak okrutnych jak te opisywane. Wydaje się, że wraz z upływem czasu Tybetańczycy stawali się coraz łagodniejsi. Przypominam sobie, że byłem świadkiem publicznej chłosty, o której myślałem, że nie była wystarczająco surowa”.
Również Charles Bell wspomina, że z czasem Tybetańczycy stali się łagodniejsi i bardziej cywilizowali; robi aluzje, iż nastąpiło to na skutek kontaktu z Indiami Brytyjskimi. Albert Shelton precyzuję, że był to wpływ angielskich zwyczajów i praw, które Dalajlama i tybetańscy urzędnicy przyjęli podczas emigracji w Dardżylingu, co uczyniło ich bardziej humanitarni i ucywilizowało. Możemy do pewnego stopnia zgadzać się z Bellem i Sheltonem, ale musimy brać pod uwagę, że Brytyjczycy w Indiach i innych koloniach wieszali tubylców. Więc decyzja Dalajlamy XIII by wyrzec się kary śmierci nie może być przypisana temu konkretnemu modelowi.
Tybetański system praw, również po reformach Dalajlamy XIII, był wprawdzie niedoskonały, skorumpowany a wiele z kar, które przetrwały było brutalnych. Na przykład typowa kara, stosowana w Tybecie – chłosta nahajem. To nie było jak okrutne jak „cat-o dziewięć ogonów” Królewskiej Marynarki Wojennej (stosowana w marynarce wojennej i w brytyjskich więzieniach do 1957 r.) gdzie stalowe kulki albo drut kolczasty były czasami przywiązywane do końców rzemieni by zmaksymalizować obrażenia podczas chłosty.
Liczba śmiertelnych wypadków w Tybecie została zminimalizowana ponieważ chłostano więźniów po pośladkach a nie po plecach. Nie da się zaprzeczyć, że zgodnie z obecnymi standardami kara ta była brutalna. Nic nie usprawiedliwia jej stosowania nawet gdy chodzi o Tybet przed 1950 r., ani fakt, że wiele krajów w Afryce i Azji wciąż ją stosuje, wliczając w to Pakistan, Afganistan, Singapur, Malezję, Nigerię, Arabię Saudyjską i oczywiście Chiny – gdzie praktyka została zmodernizowana przez wykorzystanie elektrycznych pałek.

Tybetańskie wiezienia

Tybetańskie więzienia były z pewnością nieprzyjemnymi miejscami. Ale pobyt w więzieniu, inny niż podczas rozprawy nie był stosowany w Tybecie, z powodu kosztów i problemów z którym się to wiązało. Według Woeser, w Lhasie były dwa bardzo niewielkie więzienia „Wystarczały jedynie dla około 20 więźniów”. Inne źródło związane z tybetańską jurysprudencją również wspomina, że więzienie sądowe Shol w Lhasie mogło pomieścić „od trzydziestu do pięćdziesięciu osób” podczas gdy główne więzienie miejskie Nangtse-shak miało jedyne dwie cele i pomieszczenie w suterenie, co przekładało się na miejsca dla najwyżej trzydziestu osób.[24] Przestępcom często zakładano na nogi kajdany i pozwalano poruszać się bez nadzoru po mieście i żebrać. Ważniejsi więźniowie polityczni, tacy jak Kunphel la, Changlochen, Khyungrama byli zsyłani do zachodniego i południowego Tybetu. Jedynie w kilku rzadkich przypadkach więźniowie polityczni przetrzymywani byli w budynku więzienia w Lhasie. Lungshar przebywał w więzieniu przez cztery lata a Gedun Chophel – trzy.
Donald Lopez pisze, że kiedy Gedun Chophel odbywał karę w więzieniu miejskim „… zajmował osobny pokój na górnym piętrze i mógł otrzymywać jedzenie i pościel od przyjaciół”. Potem został przeniesiony do więzienia Shol. Mimo, że warunki były tam gorsze, dostał przybory do pisania. Kontynuował swoją pracę nad Białymi Rocznikami oraz pisał listy i poezję. Po jego uwolnieniu rząd „dał mu pokój za Jokhangiem nad Ministerstwem Rolnictwa wraz z uposażeniem składającym się z pieniędzy i zboża; pouczono go także, że ma na nowo podjąć pracę nad Białymi Rocznikami. Nie dotrzymał zobowiązań.”[25] Nie piszę o tym by umniejszyć sposób w jaki rząd traktował wielkiego uczonego, ale aby porównywać to z warunkami w chińskich więzieniach. Czy ktoś pisał wiersze czy książki w obozie laogai.
Powszechne amnestie nie były rzadkie w Tybecie, gdy wszyscy więźniowie zostali uwolnieni – sądy i więzienia pustoszały, sprzątano je i dekorowano rysunkami przynoszącymi pomyślność, wykonanymi mlekiem wapiennym. Depenalizacje miały miejsce gdy odnaleziono na nową inkarnację dalajlamy, podczas intronizacji, z powodu wprowadzenia na urząd nowego regenta, kryzysu państwowego, lub świąt.
Komunistyczna propaganda na temat „okropnych lochów Potali wypełnionych jadowitymi skorpionami”, to opowieści, którymi matki straszą niegrzeczne dzieci. W Lhaskich więzieniach prawdopodobnie były jakieś skorpiony i pająki podobnie jak we wszystkich wilgotnych miejscach. Lungshar skarżył się na nie swojemu synowi. Mieszkaniec Lhasy – Tupten Khetsun, opisuje w swoich wspomnieniach, jak chiński zespół propagandowy zabrał się by sfotografować i sfilmować więzienia w Lhasie, wypełniając je wcześniej szkieletami i skorpionami. „ Komitet dzielnicy Shol kazał dzieciom zbierać skorpiony by wykorzystać je w filmie propagandowym. Podczas filmowania skorpiony nie chciały grzecznie stać na zwłokach, gdzie zostały ułożone, tylko uciekały i kryły się w szczelinach w ścianach, więc przytrzymywano je niewidocznymi nićmi przymocowanymi do ich kończyn.”[26]
Książka Thuptena Khetsuna pokazuje również jak niewielka jest skala i niesprawiedliwość tradycyjnego systemu karnego w dawnym Tybecie w porównaniu do gigantycznych więzień i systemu laogai, który stworzyły i utrzymują w Tybecie (oraz w ChRL) Chiny. W samej Lhasie i jej okolicach mieliśmy, po 1959 r., główne więzienia i miejsca odosobnienia więźniów takie jak Silingpu, Tering, Norbulingka, Trapchi, Gutsa (mogłem kilka przeoczyć), w których przetrzymywane są tysiące osób, Tubten odsiadywał wyrok w co najmniej trzech z nich. Był również w obozach pracy przymusowej (laogai) w Nachen i Powo-Tramo, gdzie wraz z dziesięcioma tysiącami tybetańskich więźniów pracował i gdzie wiele tysięcy zmarło. Również musimy wspominać o wielkich laogai w Amdo i Khamie w Tsaidam, Ragnakhag w Minya, i Yakraphuk na północ od Dhartsedo. Mowa oczywiście o aktualnej sytuacji.
W chwili obecnej chińscy komuniści dopuszczają się barbarzyńskiego okrucieństwa, niesprawiedliwości i terroru, które Tybetańczycy znosili od czasu rządów Dynastii Mandżurskiej do odzyskania niepodległości w 1912 r.

Jamyang Norbu

tłumaczenie: Iwona Bartoszcze

 

Przypisy:
1. Petech, Luciano. China and Tibet in the Early XVIIIth Century, E.G. Brill, Leiden, 1972, pg 149
2. Brook,Timothy. Bourgon, Jerome. Blue, Gregory. Death By a Thousand Cuts, Harvard University Press, 2008, pg 251
3. Zhang Nan, Voice of America, Mar 29, 2009, “Tibetan Writer Questions Beijing’s Version of Tibetan History”Source: VOA, 29 March, 2009.
4. Rockhill, William. ed. Footnote in Sarat Chandra Das’s Journey to Lhasa and Central Tibet, 1902, pg 187
5. Wang Qi, ed. Sancai tuhui Illustrated compendium of the three powers [heaven, earth, humanity]. Nanking: wuyun xuan, 1609.
6. Conversation with Loten la, Dharamshala, November 1973.
7. Petech, pg. 196.
8. Teichman, Eric, Travels of a Consular Officer in Eastern Tibet, Cambridge University Press, London, 1922, pg 228
9. Shelton, Albert. “Life Among the People of Eastern Tibet”, National Geographic Magazine, September 1921, pg 325
10. Shelton, Albert. Pioneering In Tibet, Fleming H. Revell, New York, 1921, pg 93-94
11. “Full Text: Fifty Years of Democratic Reform in Tibet”http://news.xinhuanet.com/english/2009-03/02/content_10928003_4.htm
12. Waddell, L.A., Lhasa And Its Mysteries, London, 1906, pg 48
13. Bell, Charles Portrait of a Dalai Lama, Wm. Collins, London, 1946,
14. Shakabpa, W.D. Tibet: A Political History, Yale, 1967, pg 248
15. Bell, Charles. Tibet Past and Present. London: Oxford University Press, 1924. See index: “Capital punishment abolished in Tibet, 142, 143, 236.”
16. Byron, Robert. First Russia then Tibet. London: Macmillan and Co., 1933. pg 204
17. Kingdon-Ward, Frank. In the Land of The Blue Poppies. New York: Modern Library, 2003. pg 222.
18. McGovern, William. To Lhasa in Disguise. New York: Century Co., 1924. pp. 388-389. pp. 388-389
19. Bell. Tibet Past and Present, pg. 236.
20. Winnington, Alan. Tibet: The Record of a Journey. London: Lawrence and Wishart Ltd., 1957. pg 99.
21. Strong, Anna Louise, Tibetan Interviews, New World Press, Peking 1959 between pg 110-111.
Strong, Anna Louise, When Serfs Stood Up in Tibet, New World Press, Peking 1965, between pg 74-75
22. Jin Zhou, ed. Tibet No Longer Mediaeval, Foreign Language Press Beijing, pg 56.
23. Ibid. pg 56
24. Teichman, pg 36-37
25. French, Rebecca. The Golden Yoke: The Legal Cosmology of Buddhist Tibet, Cornell University, Ithica, 1995, pg 325
26. Lopez Jr., Donald S. The Madman’s Middle Way: Reflections on Reality of the Tibetan Monk Gendun Chopel, The University of Chicago Press, Chicago, 2006, pg 43
27. Khetsun, Tubten.(translated by Matthew Akester) Memories of Life in Lhasa Under Chinese Rule, Columbia University Press, New York, 2007, pg 51-52
Z ciemności w światło – system karny w Tybecie
Tagged on:                 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.