Marzysz o podróży na własną rękę do Tybetu? W tym tekście opiszę najczęstsze błędy, które popełniane są podczas planowania i organizacji podróży do Tybetu (Tybetańskiego Regionu Autonomicznego). Koniecznie przeczytaj go do końca.
1. Odbiorę permit na lotnisku
Kupno biletów do Lhasy bezpośrednio z Polski (np. Warszawa — Pekin, Pekin — Lhasa z 2,5-godzinną przesiadką w Pekinie). Dlaczego jest to błąd? Lecąc do Lhasy samolotem, musisz mieć oryginał permitu (pozwolenia na wjazd do Tybetu) – bez niego nie wsiądziesz do samolotu. I tu jest haczyk. Permitu nie wysyła się za granicę — musisz go odebrać w Chinach. Phi! Co za problem, pomyślisz — wyjdę z lotniska i odbiorę permit i wrócę na lot do Lhasy… I tu jest kolejny haczyk — lotnisko w Pekinie jest ogromne, 2,5 godziny to wystarczająca ilość czasu, żeby się przesiąść z samolotu międzynarodowego na krajowy, ale to za mało, żeby wyjść z lotniska i ponownie się odprawić na kolejny lot. No, chyba że jesteś cudotwórcą, Davidem Copperfieldem itp.
To pierwsza rzecz, o której dowiadują się moi klienci. Skąd wiem, że tak się dzieje? Bo dostaję maile od ludzi, którzy na własną rękę organizują wyjazd, nie znając realiów: „Pani Iwono, niech pani coś poradzi” :-/ Ale co tu można poradzić?

2. „Będę jeździć po Tybecie na własną rękę”
Drugi najczęściej popełniany błąd to założenie, że po Tybetańskim Regionie Autonomicznym będziesz przemieszczać się na własną rękę. Zachodzę w głowę skąd ten pomysł, skoro na wszystkich forach, stronach itp. wołami stoi, że nie ma takiej możliwości?!
Bardzo często dostaję maile „chcę wynająć samochód i jeździć, po Tybecie samodzielnie” albo „wynajmę tam rower i będę jeździć po Tybecie”, albo „planujemy korzystać z komunikacji publicznej”.
Wszystko to pięknie, ale po Tybetańskim Regionie Autonomicznym NIE MOŻESZ przemieszczać się na własną rękę (możesz sobie spacerować po Lhasie, Shigatse czy New Tingri, ale nie możesz podróżować między miejscowościami).
Możesz na własną rękę zorganizować podróż (czyli nie musisz wykupować katalogowej wycieczki w biurze podróży i jechać z 16 innymi osobami), ale w samym Tybecie nie możesz podróżować „samodzielnie”.
I teraz, jeśli chcesz:
- Wynająć samochód i jeździć samodzielnie po TRA — nie masz takiej możliwości — MUSISZ mieć samochód z licencjonowanym kierowcą (czyli takim, który ma papiery na wożenie turystów po TRA) i licencjonowanego przewodnika.
- Jeździć po Tybecie rowerem/motocyklem — to możesz, ale nadal musisz mieć samochód z kierowcą i przewodnika (wiem to głupie, ale takie są przepisy)
- Podróżować komunikacją publiczną pomiędzy miejscowościami — nie masz takiej możliwości, musisz mieć samochód z kierowcą i przewodnika lokalnego.
Nie słuchajcie opowieści pt. „byłem w Tybecie i jeździłem na własną rękę”, to się udawało przed wybuchem powstania w 2008 r. Teraz to niemożliwe i bardzo nieodpowiedzialne, ale o tym więcej w błędzie nr 3. (Przeczytaj więcej na temat regulacji dla cudzoziemców odwiedzających Tybet).
Marzysz o podróży do Tybetu?
Indywidualna wyprawa, dopasowana w każdym detalu do Twoich pragnień, pozwalająca poczuć prawdziwą magię dachu świata.

3. Brak znajomości realiów
Ten błąd wiąże się z poprzednim („podróżowanie po Tybecie na własną rękę”), o którym pisałam wyżej. Zanim zaczniesz planować podróż do Tybetu, przeczytaj coś o realiach politycznych tego kraju. Tybet to nie tylko piękne krajobrazy i lewitujący lamowie, ale też więzienia, aresztowania, tortury i ponura codzienność pod chińską okupacją. Mimo że wydaje się to oczywiste, to raz po raz dostaję maile z prośbą o porady „jak wjechać bez permitu” czy pomysłami w stylu „to ja ucieknę przewodnikowi”, albo „pojadę tu czy tam, mimo że to zakazane”.
To nie ma nic wspólnego z „walką z systemem” ani okazywaniem poparcia dla Tybetańczyków. Efekty są zgoła odwrotne. Przewodnik, któremu uciekniesz, będzie miał gigantyczne kłopoty — on, jego rodzina, biuro, dla którego pracuje. Hotelarz, który przyjmie Cię bez permitu na nocleg , naraża się na poważne niebezpieczeństwo. Podobnie kierowca i tak dalej i tak dalej…
Pamiętaj, że ty wyjedziesz (chociaż znam przypadki osób, które przedłużyły sobie wakacje o miesięczny pobyt w więzieniu (uwierz mi, nie chciałbyś), a Tybetańczycy zostaną i poniosą dotkliwe konsekwencje Twoich „heroicznych” wyczynów. To, co było możliwe przed powstaniem w 2008 r., teraz możliwe nie jest.
Warto przeczytać sobie przed wyjazdem książkę Ogień pod śniegiem, Paldena Gyatso (33 lata w chińskim więzieniu). Kiedyś poleciłabym Wam portal, który współtworzyłam — RatujTybet, niestety strona już nie istnieje.
„Czy w takim razie jest sens jechać do Tybetu”. Dalajlama powiedział w jednym z wywiadów, że trzeba jeździć, obserwować i dawać świadectwo temu, co dzieje się na dachu świata.
Moim zdaniem, trzeba jeździć, ale „z głową”, tak żeby pomagać swoją podróżą, a nie szkodzić. Przeczytaj o turystyce odpowiedzialnej w Tybecie.

4. Zostawianie organizacji podróży do Tybetu na ostatnią chwilę
Z maili: „za tydzień będę w Chinach, chciałbym pojechać do Tybetu, pomóż mi załatwić permit i bilet na pociąg”, wariant drugi „jestem w Chinach, chciałbym pojechać do Tybetu…”
Nieporozumienie 1.
Załatw mi permit. Nie da się załatwić permitu, bo żeby dostać permit — trzeba mieć zorganizowany pobyt w Tybecie (opłaconego kierowcę, samochód, przewodnika, noclegi, itp.) – na to potrzeba czasu.
Nieporozumienie 2.
Czy wyjazd do Tybetu da się załatwić od ręki… No, nie da się!. Potrzeba na to, co najmniej miesiąca, a najlepiej dwóch. Bilet na pociąg do Tybetu kupuje się z 2 tygodniowym wyprzedzeniem (potem zwyczajnie biletów nie ma), żeby go kupić trzeba mieć wystawiony permit. Na wystawienie permitu potrzeba do 15 dni + czas na dostarczenie go, żebyś mógł/mogła odebrać go w Chinach (jeśli lecisz samolotem do Lhas,y musisz mieć oryginał permitu — pisałam o tym w błędzie nr 1). Przelew do Chin, musisz zapłacić zaliczkę, zanim ktokolwiek, cokolwiek dla Ciebie załatwi), potrafi iść do 2 tygodni (może iść 3 dni, ale częściej idzie ponad tydzień).
Jak sobie to wszystko dodasz, to wychodzi 1,5 do 2 miesięcy na organizację wszystkiego, nie inaczej 🙂

5. Ignorowanie swojego stanu zdrowia.
Podróż do Tybetu wiąże się z dużym obciążeniem dla organizmu, zwłaszcza, że powiedzmy sobie szczerze, przyjeżdżamy do Lhasy pociągiem/samolotem więc nie jesteśmy należycie zaaklimatyzowani. I potem już tylko kłopoty. Najbardziej obawiam się o osoby, które piszą do mnie „nie ma problemu, byłem w Andach i nic mi nie było” – no niechybny zwiastun kłopotów, bo w Himalajach inaczej przechodzi się chorobę wysokościową niż w Andach.
Reasumując, niezależnie od wieku są schorzenia, które są przeciwwskazaniem do podróży do Tybetu. Jeżeli cierpisz na:
- choroby serca: wrodzoną wadę serca, ciężką arytmię, tętno spoczynkowe powyżej 100,
- choroby krążenia: nadciśnienie tętnicze II stopnia lub wyższe, choroby krwi (anemia) itp.
- choroby układu oddechowego: rozedma płuc, rozszerzenie oskrzeli, obturacyjną chorobę płuc itp.
- cukrzycę
- histerię
- epilepsję
- schizofrenię
Przed wyjazdem skonsultuj się z lekarzem, bo nie warto ryzykować. Przeciwwskazaniem do wyjazdu jest także branie antydepresantów oraz ciąża.
A i jeszcze jedno, przed wyjazdem koniecznie idź do dentysty 😉 (Przeczytaj więcej na temat choroby wysokościowej)

6. Założenie, że Chiny są tanie
No cóż, trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że czasy, kiedy za 20 USD przeżywało się w Chinach dzień, wliczając w to nocleg, wyżywienie i transport już dawno odeszły do lamusa. A jeśli do tego dowiemy się, że Tybetański Region Autonomiczny jest najdroższą chińską prowincją, to o cenach rodem z Nepalu czy Indii, możemy zapomnieć 🙂
Jeśli organizujesz podróż do Tybetu dla dwóch osób, musisz liczyć się z kosztem ok. 180 – 200 USD na osobę na dzień. To cena z biletami na pociąg. Do tego dochodzi jeszcze koszt wyżywienia (ok. 20 – 30 USD dziennie). Jeżeli chcesz pojechać sama/sam, kwota dzienna wzrasta do ok. 280 USD. Czyli… tanio nie jest.

