Ostatnio patrzę na to, jak podróżujemy i zastanawiam się, jak odpocząć na urlopie, skoro tak naprawdę podróżując, tylko zmieniamy scenerię dla swojego zmęczenia. 

Przygotowując się do swojej (prywatnej) podróży przeglądałam filmiki na YouTubie. Chciałam sprawdzić, jak jest w miejscu. Czy jest dużo turystów? Czy będę się tam dobrze czuła, czy raczej lepiej sobie odpuścić wszystkie te “must-see” atrakcje i pojechać w jakieś mniej znane miejsca.

Trafiłam na filmik z polskiej wycieczki i im bardziej go oglądałam, tym bardziej czułam się zmęczona.
Ci ludzie ciągle biegli.
W kadrze ciągle widziałam spocone plecy ludzi, którzy gonili od jednego zabytku do drugiego.
Pobudka, śniadanie, potem do autobusu… Świątynia, targ, potem biegli gdzieś jeszcze… Ktoś przygrywał do kotleta podczas lunchu. Po południu kolejne miejsca do zwiedzania. Kolacja… A potem jeszcze przedstawienie światło i dźwięk.
I tak codziennie.

Uświadomiłam sobie, że ostatnie 20 lat, jako pilot podróżowałam właśnie tak — w biegu. Pamiętam, jak pisałam do jednego z biur, że program jest zbyt naćkany i dostałam odpowiedź: -Inni piloci mówią, że nie ma co robić…

Oglądając ten film, zastanawiałam się, czy ja naprawdę chciałabym tak podróżować. Bo przecież jak jadę sama, to lubię podróżować wolniej. Mieć czas na ciszę, na to, żeby zrozumieć, co widzę. Poczuć, jakie to jest dla mnie. 

Przez te prawie 20 lat, kiedy pilotowałam, 90% klientów to były osoby, które albo były „na swoim”, albo pełniły wysokie stanowiska w korporacjach. To są wszystko sytuacje, w których docierają do ciebie miliardy nowych bodźców dziennie.

Jak prowadzisz JDG, to jesteś, sprzątaczka, gońcem, sekretarką, księgową i prezesem w jednym.
Jak zatrudniasz pracowników, to masz systemy, ale odpowiedzialność jest większa, więcej decyzji, więcej osób, które ciągle czegoś od ciebie chcą, więcej pożarów do gaszenia. Większa presja i oczekiwania.
W korporacji musisz dowozić wyniki, ty i twój zespół — zanim skończysz jedno zadnie, już jest coś nowego do robienia. Masz wypełniony kalendarz, ale głowa nigdy nie odpoczywa. Funkcjonujesz wg celów i terminów ustalanych przez innych. 

Dlaczego egzotyczne wakacje nie dają prawdziwego odpoczynku?

Czy naprawdę chcesz podróżować z grupą obcych ludzi, przez cały dzień biegać od jednego zabytku do drugiego?
Wyjść z jednego znanego przebodźcowania i wejść w drugie… tylko że bardziej egzotyczne? 

A co gdyby tak można było inaczej?

Dla mnie podróże są o ciszy, spokoju, o miłości do siebie, do innych ludzi, do miejsca, do jego tradycji i kultury.

Nie doświadczysz tego, ciągle biegnąc.

Nie poczujesz tego, ciągle pstrykając zdjęcia na Insta albo roleczki.

 

Bhutan 1:1 – podróż w rytmie slow travel i medycyny tybetańskiej

Przygotowałam dla Ciebie ofertę o ciszy, o zaopiekowaniu, o miłości do siebie.
Z miłości do Bhutanu — jego tradycji medycznych, tego, jakie to miejsce jest i co “robi” człowiekowi — ciche, spokojne, sprawiające, że przestajesz biec.
Doświadczenie, które pozwala Ci dotknąć innego sposobu życia i które daje Ci narzędzia, które możesz zastosować po powrocie do domu. 

Amankora i moja obecność – od konsultacji po powrót do domu

Znalazłam miejsca, których filozofia gościnności jest bardzo bliska mojej filozofii podróżowania. Które pozwalają stworzyć doświadczenie takie, jakiego Ty konkretnie potrzebujesz.


Bhutan daje ku temu warunki, których nie ma prawie nigdzie indziej – ciszę, przyrodę, czyste powietrze i przestrzeń, w której nic nie krzyczy o Twoją uwagę.