Bibliotek podróżnika – Barbara Demick „Zjadanie Buddy”

Bibliotek podróżnika – Barbara Demick „Zjadanie Buddy”

biblioteka podróżnika zjadanie buddy wyprawydoazji.pl

Jeśli miałabym wskazać najbardziej znaczącą dla mnie, książkę o Tybecie, jaką przeczytałam w ostatnich latach, byłaby to bez wątpienia książka Barbary Demick “Zjadanie Buddy”. Książka, która pokazała mi nowe spojrzenie na sprawy, którymi żyłam w latach 2008 – 2014. Bez wątpienia, jest to książka, jaką sama chciałabym napisać. Bez zbędnego lukru, kadzenia Tybetańczykom, ale z dużym szacunkiem dla ich losu i prawdy.

Byłam w Tybecie w czasie powstania w 2008 r. Ukryta w bramie fotografowałam wojsko na ulicach. Pamiętam, że bardzo się bałam. Jeszcze trudniejsze było odpowiadanie na pytanie Tybetańczyków: – Dlaczego Chińczycy nas nienawidzą? – Dlaczego nas zabijają?
Po powrocie do Polski monitorowałam sytuację w Tybecie. Współpracowałam wtedy z Ratuj Tybet. W 2019 r. zamieściliśmy informację o samospaleniu Tapeya. Szok i niedowierzanie. Pamiętam, że mój tekst miał wtedy czołówkę w Wyborczej (oczywiście anonimowo). Zresztą wydarzenia w Tybecie szybko spowszedniały mediom, kolejne samospalenia (a było ich w sumie 154) przeszły praktycznie bez echa. Zrelacjonowałam dla Ratuj Tybet 82 z nich. Oglądałam filmy z tych wydarzeń, czytałam o czuwaniach przy dogasających ciałach, by samobójcy mogli odejść w spokoju, nie niepokojeni przez policję. Czytałam ich pożegnalne listy, o tęsknocie za wolnością i za Dalajlamą. Codziennie rano budziła mnie myśl — ilu dzisiaj… Dużo płakałam w tym czasie, z bezsilności, smutku, cierpienia. Moje ciało i psychika zaczęły mi odmawiać posłuszeństwa — musiałam zrezygnować. W książce Demick ponownie spotkałam swoich “znajomych”, z tamtego okresu. Powróciły smutne wspomnienia. W niejednym miejscu uroniłam łezkę. 

Nigdy nie interesowali mnie specjalnie tybetańscy uchodźcy, choć mam szacunek dla ich cierpienia i historii i wiem dlaczego decydują się opuścić swój kraj. Nie interesuje mnie tybetańska polityka. Nie pojadę pewnie nigdy do Dharamsali, bo nie czuję takiej potrzeby. Wszystko, co kocham, jest po północnej stronie Himalajów, w Tybecie. Kilka lat temu byłam w Ngawie. Stałam w miejscu, gdzie wydarzały się samospalenia. Byłam w klasztorze Kirti. Czułam ogromne napięcie, jakie panuje w mieście. Mam wielki szacunek dla Tybetańczyków, którzy mimo wszystko usiłują żyć w swoim kraju, poddani koszmarowi chińskiej dyktatury doskonałej. 

Często słyszę, że “prawdziwego Tybetu już nie ma”. Prawdziwego, czyli jakiego? Rodem z himalajskiej cepelii? Czy nomada w adidasach i puchówce jest mniej tybetański od tego w łapciach i czubie? Tybet to nie jest skansen, z wesoło pląsającymi tubylcami w ludowych strojach, żyjących w malowniczej biedzie ku uciesze turystów. To kraina ludzi, którzy chcą dobrego życia, technologii, dróg, ciepłej wody, ale także własnego języka, własnej kultury i religii. I płacą za to wysoką, często najwyższą, cenę. Jestem bardzo wdzięczna Barbarze Demick, za pokazanie w książce „Zjadanie Buddy” właśnie tej perspektywy. Przedstawienie dramatycznych wydarzeń, bez skupiania się na “syndromie ofiary”, oddania sprawczości Tybetańczykom. Opowiedzenie najnowszej historii Tybetu przez pogmatwane losy zwykłych ludzi. To dla mnie największa i nieoceniona wartość tej książki.


Bibliotek podróżnika – Barbara Demick „Zjadanie Buddy”
Tagged on:             

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.